Zaraz wszystko się zacznie. Stolik nakryty, filiżanki z jedynej, ale najlepszej kolekcji Bukiecik z Jesiennej Fabryki są, herbata i ciasteczka również. Inni zaproszeni zdążyli już przyjść. Pierwsza usiadła Pani Lilianna, w swoim ogromnym kapeluszu, którego czubek zdobił wielki, tajemniczy kwiat koloru okradzionej łąki. Nie przepadam za nią, ale głupio nam było jej nie zaprosić. Przyszedł też Szklanooki, trochę na siłę tutaj zaciągnięty. Ten miły dżentelmen, chyba z grzeczności, postanowił nam towarzyszyć w całej tej maskaradzie. On to miał anielską cierpliwość, potrafił nawet przyzwyczaić się do tego paskudnego fartuszka, którego Panienka często mu użyczała. Zjawił się nawet małomówny Podchorąży Baron, wyraźnie niezadowolony z udziału w tej imprezie. Przyznam szczerze, trochę się go bałam. Ale z drugiej strony... miał w sobie coś pociągającego. Intrygujący osobnik, mieszkał chyba z jakimś krewnym Panienki.
No, zaczęło się w końcu. Panienka skończyła się przebierać i usiadła z nami, uśmiechając się nieśmiale. Uniosła wielki dzban wypełniony gorącym płynem. Nalała każdemu identyczną porcję do filiżanki. Niby prosta czynność, a z jaką gracją wykonywana! Herbatka Panienki za każdym razem mnie zaskakiwała. Zawsze wyglądała tak samo, a smakowała inaczej. Tym razem to była subtelna mieszanka jagód i wiśni.
Dyskusję zaczęliśmy drobnymi ploteczkami, tak na rozgrzewkę. Wszyscy wypowiadali się na temat otaczających nas osób. Podchorąży Baron nadal milczał, pewnie dlatego, że mieszkał dalej niż nasze plotki sięgały. Lecz nie on jeden siedział cicho. Pani Lilianna stwierdziła, że nie interesują ją takie banalne tematy. Dlatego też prędko zakończyliśmy tę część rozmowy.
Krótko trwała również konwersacja na temat mody. Skończyło się bowiem na zachwalaniu kapelusza Pani Lilianny.
Po chwili ciszy Panienka oparła się łokciami o stół, westchnęła głęboko i spojrzała z podziwem to na stolik, to na nas. Nagle zmarszczyła brwi. A tak lubiłam jak się uśmiecha.
- Przepraszam państwa na chwilę... rzuciła niemrawo, po czym wstała, pobiegła po plastelinę i zaczęła lepić z niej drobne kieliszki, prawdopodobnie na wino, o którym wcześniej komuś mówiła.
- Podejrzewam, że podwieczorek skończony rzucił z niesmakiem Szklanooki.
Wtem do pokoju weszła wielka postać, odziana w szare kalesony, o grubym, głębokim głosie. Niestety tylko tyle mogę powiedzieć o tym jegomościu. Był bowiem tak wysoki, że nie byłam w stanie zobaczyć reszty jego ogromnego ciała. Nieznajomy powiedział coś do Panienki.
- Dobrze, tato ta zaś posłusznie odłożyła plastelinę, a kiedy tajemniczy gość wyszedł, splotła ręce, uklękła i zastygła, zupełnie jak ja.
- Halo, a kto pozmywa? zaczęła wrzeszczeć Pani Lilianna, wyraźnie oburzona nagłą utratą zainteresowania. Poirytowany Szklanooki rzucił w jej stronę wrogie spojrzenie.
- Zmywać, to ty będziesz kieliszki po winie, razem z Panienką, siódmego dnia.













Comments
--
Higurashi ga naku akazu no mori e.
Previous PageNext Page